5 października 2017

Otulenie



Lubię te momenty gdy jesienne słońce chyli się ku zachodowi, światło staje się miękkie i rozproszone, a ja otulona w wełniany szal wciągam powietrze ciężkie od wilgoci. Czasami zwykłe słowa płoszą obraz skrywany pod powiekami. Dziś zostawiam Was z porcją zdjęć i z wierszem, tyle razy czytanym i tak dobrze oddającym to, co teraz czuję. 


 Letnie lśnienia, miły, chyba już za nami,
brzozy przeglądają przedjesienny żurnal,
chłodne ranki ścielą bladych mgieł aksamit,
we wrzosach zastygła liryczna zaduma.

Z szumiącej wikliny czas uplótł koszyki,
babie lato nitką nostalgii je zdobi,
łąki rozedrgane żurawim okrzykiem,
nad klonami szepcze zapach karminowy.

Jeszcze trochę słońca w przesianej zieleni,
w dzikiej koniczynie został zapach lata,
na paciorkach rosy, stubarwnym deseniem,
rozsiadła się cisza w jabłek aromatach.

Otulę cię w wiersza koronkowy szalik,
aby nie ochłodły twoje letnie myśli,
słowem, jak iskierką mogę je rozpalić,
zatrzymam zwątpienia jesiennego wyścig.







 
Wiersz: Ewa Pilipczuk
Szal: ‘Color Spell’ Joji Locatelli
Włóczka: Tuku Wool i Julie Asselin

13 września 2017

Sweter w kolorze nieba



Jesień rozgaszcza się u nas na dobre. Drzewa powoli żółkną, powietrze pachnie wilgocią i jest już chłodno, zdecydowanie chłodno. W mojej szafie wylądował kolejny sweter, tym razem w kolorze stalowego nieba, takiego jakie wisiało nad nami gdziekolwiek się ruszyliśmy przez bite dwa miesiące wakacji i takiego, jakie wisi nad nami właśnie teraz.


Oto Melanie – projekt (a jakże! znowu!) Marzeny Kołaczek. Miękki i niemiłosiernie kusy, bo walcząc z nieuzasadnioną potrzebą posiadania dużej liczby wełny, kupiłam po raz pierwszy tyle motków ile wskazywał na to projekt, a nie o jeden motek więcej, jak to zwykle miałam w zwyczaju. No i włóczki zabrakło. Do dziś nie ogarniam jak to się mogło stać, bo przecież próbka się zgadzała, a mimo to motki bezlitośnie topniały w oczach, a na domiar złego potrzebne odcienie wymiotło również z Chmurkowego sklepu. 



Nic to. Powstała wersja mini – przeczuwając nadchodzący kryzys skracałam niemiłosiernie najpierw dolny mankiet, później dekolt, wreszcie rękawy. Ale wiecie co, jest dobrze. Nie będę już nic zmieniać. 



Dzięki połączeniu luksusowych nitek od Julie Asselin (Fino i Anatolii) sweter jest miękki, puchaty i jak nie z tego świata (sami zobaczcie jak grają w nim promienie słońca). 

 



I czuję niedosyt. Będzie kolejna wersja, ale zdecydowanie większa i w nasyconych wiosennych kolorach. Włóczka już kupiona. Z zapasem, a co!

10 września 2017

Drutozlot 2017



Ten wyjazd na długo pozostanie w mojej głowie. Przede wszystkim dlatego, że po raz pierwszy uczestniczyłam w Drutozlocie. Po drugie poznałam wszystkie Was, które czytam, podziwiam i podpatruję. I wreszcie dlatego, że Toruń swoim pięknem podbił moje serce.


Był czas na rozmowy, zakupy i zwiedzanie z rodziną. Przywiozłam wspomnienia i… wełnę. Dużo wełny. I wiecie co, ta zima wcale nie będzie taka straszna.